Menu

Kryminalista odc. 14.

29/06/2017 - Blog

Ciąg dalszy historii z cyklu Kryminalista. Należy czytać po kolei.

Kryminalista

Kryminalista odc. 1.

Kryminalista odc. 2.

Kryminalista odc. 3.

Kryminalista odc. 4.

Kryminalista odc. 5.

Kryminalista odc. 6.

Kryminalista odc. 7.

Kryminalista odc. 8.

Kryminalista odc. 9.

Kryminalista odc. 10.

Kryminalista odc. 11.

Kryminalista odc. 12.

Kryminalista odc. 13.




Odmowa wszczęcia śledztwa

W dniu 25.02.2011 prokurator Joanna Malcharek z Prokuratury Rejonowej w Rybniku (tam została skierowana sprawa przez Prokuraturę Okręgową w Gliwicach z racji na rzekomą bezstronność odrębnej jednostki) była uprzejma wydać postanowienie o odmowie wszczęcia śledztwa w związku z moim zawiadomieniem wobec braku znamion czynu zabronionego. Nie żebym się tego nie spodziewał, ale uzasadnienie tegoż postanowienia uwłacza godności urzędu prokuratora i tym samym wymaga komentarza.




Zarzuty wobec st. asp. Z. Michałka

Pani Prokurator uznała, iż fakt że wydanie mi zarzutu popełnienia czynu polegającego na nawoływaniu do zabijania Policji, Straży Miejskiej, Straży Ochrony Kolei oraz Służby Ochrony Metra (w tym – przypominam – między innymi mnie) oraz nieuwzględnienie w treści zarzutu (bez żadnego uzasadnienia) wątku dotyczącego Służby Ochrony Metra (czyli akurat tej formacji, w której ja pracowałem) nazwałem absurdalnym i nieuzasadnionym oraz podniosłem ukrycie przez to dowodu mojej niewinności, jest jedynie moją opinią i komentarzem. Zdaniem Pani Prokurator w takiej sytuacji nie należy takiej okoliczności wyjaśnić. Prok. Malcharek powołała się na art. 313 § 1 kpk, który zdaniem prokurator wskazuje, że podstawą do wydania postanowienia o przedstawieniu zarzutów jest istnienie „dostatecznego podejrzenia, iż czyn popełniła określona osoba”. Jest to sformułowanie o tyle nieprawdziwe, że kpk przewiduje wydanie owego postanowienia jedynie wówczas, kiedy istnieją dane dostatecznie uzasadniające podejrzenie, że czyn popełniła określona osoba. Samego podejrzenia może nie być (wg tego artykułu – regulują to inne przepisy), ale muszą być dane dostatecznie je uzasadniające. To nieco zmienia postać rzeczy. Dalej prokurator tłumaczy, że

Sformułowanie „dostateczne” nie jest zatem tożsame ze stwierdzeniem iż istnieje pewność co do tego faktu. Stąd wydanie postanowienia o przedstawieniu zarzutu warunkowane jest jedynie „dostatecznym podejrzeniem popełnienia czynu” a wydanie takiego postanowienia nie przesądza sposób zakończenia postępowania przygotowawczego.

Oczywiście jest to prawdą. Wydanie zarzutu nie wymaga pewności, że podejrzany jest winny. Nie zmienia to jednak faktu, że wymaga dowodów winy (danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie, że czyn popełniła określona osoba). No i jeszcze tego brakuje, aby wydanie zarzutu przesądzało o sposobie zakończenia postępowania przygotowawczego.

Niezależnie od tego, co uważa prok. Malcharek, zarzut nie jest sprawą wewnętrzną organu procesowego i nie może polegać na „widzimisię” prowadzącego postępowanie. Zarzut wiąże osobę, której go wydano. Nakłada na nią obowiązki, ale także prawa i w niektórych przypadkach (w tym także w moim) naraża taką osobę na utratę prawa wykonywania zawodu (aktualnie rozstrzyga o utracie prawa wykonywania zawodu), którego konsekwencji nie trudno sobie wyobrazić. W moim przypadku skutkował on utratą jednej z dwu prac, co należało przewidywać. W związku z tym zarzut chociaż nie musi opierać się na pewności co do winy podejrzanego, to jednak musi być oparty na mocnych (dostatecznych) podstawach. I tak też formułuje to kpk. Dalej

Tak sformułowane postanowienie zostało zatem ogłoszone podejrzanemu, a następnie też trwały czynności zmierzające do zweryfikowania jego linii obrony, a efekcie zaś, po przeprowadzenia wszystkich czynności dowodowych w sprawie, dochodzenie przeciwko Tomaszowi Pieńkowskiemu zostało umorzone. Zatem uznano, że materiał dowodowy zgromadzony w toku całego dochodzenia nie wystarczył do wniesienia aktu oskarżenia.

Nie do końca tak było. Z treści postanowienia o umorzeniu wynika, że brak jest danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa przez podejrzanego, co nie pozostawia wątpliwości, że niedopuszczalne było w owej sytuacji wydanie mi zarzutu. Ponieważ jednak wydający postanowienie o umorzeniu tegoż dochodzenia nie był uprzejmy go uzasadnić, nie wskazał on, dlaczego mimo wszystko wydał zarzut i przez pół roku go podtrzymywał.

Co zaś dotyczy weryfikacji linii obrony, to należy dodać, że obrona nie jest obowiązkiem, tylko prawem podejrzanego. To prowadzący postępowanie ma obowiązek tak je prowadzić, aby osoba niewinna nie poniosła odpowiedzialności, a podejrzany w ogóle nie musi brać w tym udziału. Ma obowiązek jedynie stawiać się na wezwania i informować o miejscu pobytu. Nie może więc być tak, że prowadzący postępowanie karne wydaje zarzuty na prawo i lewo i jak ktoś będzie się bronił, to zweryfikuje linie obrony, a jak nie, to wniesie akt oskarżenia do sądu. A tutaj najwyraźniej (tak wynika z toku rozumowania prokurator) o to chodziło, że aktu oskarżenia uniknąłem tylko dlatego, że się broniłem, a Z. Michałek łaskawie weryfikował moją linię obrony. Dalej

Nie sposób też zrozumieć jaką konstrukcję procesową ma na myśli Tomasz Pieńkowski zarzucając że „nie wycofano się z zarzutu pomimo wycofania się z podstawy zarzutu”, skoro prowadzone przeciwko niemu postępowanie zostało umorzone.

Nie sposób jednak zrozumieć niezrozumienia mojego zarzutu. Otóż – przypominam – podstawą wydanego mi zarzutu było rzekome ustalenie, iż profil na portalu nasza-klasa o numerze 31503723 należy do mnie. Na takie rzekome ustalenie st. asp. Michałek powołał się w uzasadnieniu zarzutu, które sporządził w dniu 08.07.2010. Ale następnego dnia sporządził pismo do administracji portalu z prośbą o udostępnienie danych pozwalających na ustalenie użytkownika tego profilu. Nie da się tego inaczej odczytać, ja tylko jako wycofanie się ze stwierdzenia, że zostało to już ustalone, a tym samym wycofanie się z podstawy zarzutu. Konstrukcja jest taka, że ponieważ zarzut musi mieć podstawę, wycofanie się z podstawy zarzutu zgodnie z kpk musi skutkować wycofaniem zarzutu. Nie dopuszczalne jest aby osoba była pod zarzutem, nawet doręczyło się jej uzasadnienie, ale nieprawdziwe, a następnie twierdzi się, że jednak okoliczność stanowiąca podstawę zarzutu nie jest prawdziwa i szuka się innej podstawy podtrzymując zarzut. Łamie to wszelkie możliwe zasady procesowe. Tymczasem postępowanie przeciwko mnie toczyło się jeszcze prawie 5 miesięcy i mimo mojego żądania nie doręczono mi prawdziwego uzasadnienia zarzutu. Tak więc jak najbardziej uzasadniony jest zarzut podtrzymywania wydanego mi zarzutu mimo wycofania się z jego podstawy.

Za nieuzasadnione uznać należy zastrzeżenia, jakoby „lekceważono przez długi czas okoliczności świadczące o niewinności Tomasza Pieńkowskiego”. Zauważyć należy, że organ prowadzący postępowanie obowiązany jest badać okoliczności zarówno przemawiające na korzyść jak i na niekorzyść podejrzanego, co w tej sprawie było czynione, a wydanie postanowienia kończącego postępowanie przygotowawcze stanowi wypadkową takich okoliczności.

No nie. O ile w ogóle może tu być mowa o mojej korzyści, to choć niektóre okoliczności świadczące na moją korzyść były faktycznie badane, to jednak zostały one całkowicie zlekceważone do samego końca. W postanowieniu końcowym wzięto pod uwagę jedynie jedną okoliczność świadczącą na moją korzyść, a mianowicie taką, że brak jest danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie, że popełniłem przestępstwo (czyli że wydany mi zarzut był bezpodstawny). Ta okoliczność jednak była lekceważona od dnia 28.05.2010 (data wydania zarzutu) do dnia 30.11.2010 (data wydania postanowienia o umorzeniu), czyli pół roku. Moim zdaniem jest to długi czas nawet jeśli prokurator uważa inaczej. Inne okoliczności świadczące na moją korzyść, takie jak np to, że w czasie popełnienia czynu byłem kilkaset kilometrów od miejsca jego popełnienia (co jest udokumentowane i zostało zweryfikowane), to że czyn został wymierzony przeciwko mnie, a ja nie mam skłonności samobójczych, to że pisałem z administracją portalu w sprawie profilu, który rzekomo miał być mój, a ja wyraziłem zdziwienie jego istnieniem (co zostało udokumentowane), te okoliczności w ogóle nie zostały wzięte pod uwagę. Nie pozostawiały one wątpliwości, że czynu nie popełniłem, a jednak postanowienie o umorzeniu zostało wydane na podstawie takiej, że nie było danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie, że czyn ten popełniłem.



Również za nieuzasadnione należy uznać zarzuty dotyczące samego uzasadnieniu zarzutu sformułowanego w dniu 28.05.2010 r. Na dzień jego sporządzenia istniały dane wskazujące iż to do Tomasza Pieńkowskiego należy profil na portalu nasza-klasa.pl o numerze 31503723. Dopiero dalsze czynności w dochodzeniu, oparte też na wyjaśnieniach podejrzanego, doprowadziły do ustalenia do wskazanego profilu logowano się z adresów IP którymi nie mógł dysponować podejrzany.

Na dzień sporządzenia zarzutu istniały dane wskazujące, iż to do mnie może należeć wspomniany profil. To były moje dane personalne na tym profilu (prawdziwe w takiej części, w jakiej są one widoczne dla innych użytkowników i łatwe do skopiowania, w pozostałej części nieprawdziwe). Nie istniały natomiast dane wskazujące, iż to do mnie on należy. A tym bardziej nie istniały dane dostatecznie uzasadniające podejrzenie, że do mnie on należy, bo dopiero takie dane mogłyby być uznane za podstawę zarzutu wydanego zgodnie z prawem. Nawet Z. Michałek, który zarzut ten wydał, nie stwierdził w jego uzasadnieniu, że podstawą zarzutu były dane, które faktycznie istniały w dniu wydania zarzutu. Za podstawę zarzutu przyjął on rzekome ustalenie, że profil ten do mnie należy. Sam fakt, że są na nim moje dane nie uznał (i słusznie) za wystarczającą podstawę wydania mi zarzutu. Natomiast owego ustalenia, że ten profil należy do mnie, w rzeczywistości nie było ani w dniu wydania zarzutu, ani w dniu sporządzenia jego uzasadnienia. Podstawa zarzutu było najzwyczajniej w świecie fałszywa. Co natomiast dotyczy dalszych czynności, to owszem doprowadziły one do ustalenia, że nie mogłem dysponować adresami IP, z których logowano się do tego profilu, ale – przypominam – nie zostało to w ogóle wzięte pod uwagę w postanowieniu końcowym. Zostało to całkowicie zlekceważone. Inna sprawa, że czynności te oparte były właśnie na moich wyjaśnieniach, a te można było uzyskać bez wydania mi zarzutu i byłyby one z natury bardziej wiarygodne. Natomiast – jak już napisałem – osoba pod zarzutem w ogóle nie musi składać wyjaśnień i tym samym naprowadzić prowadzącego dochodzenie na czynności zmierzające do ustalenia winnych i niewinnych.

Natomiast co do przesłania podejrzanemu uzasadnienia zarzutu po upływie ustawowego terminu, to wskazać należy że termin wskazany w art. 313 § 3 kpk na doręczenie uzasadnienia przedstawienia zarzutów jest terminem instrukcyjnym i jego kilkudniowe przekroczenie nie stanowi naruszenia obowiązków przez funkcjonariusza policji, w szczególności że w tej sprawie podejrzany był przesłuchiwany po raz pierwszy w Komisariacie Policji w … [moja miejscowość – autor] w dniu 23.06.2010r. i tam do protokołu złożył stosowny wniosek o doręczenie uzasadnienia. Samo zaś uzasadnienie zarzutu sporządzono w dniu 08.07.2010r. – a zatem domniemywać należy że po otrzymaniu materiałów przeprowadzonych z podejrzanym w drodze pomocy prawnej, i doręczono mu, jak wynika ze zwrotnego potwierdzenia odbioru, w dniu 13.07.2010.

Przede wszystkim trzeba tu zauważyć, że w takich sprawach nie należy domniemywać. W takich sprawach trzeba wyjaśniać. Natomiast fakt, że prokurator domniemywa, świadczy o tym, że nie zawracała sobie głowy nawet skontaktowaniem się z osobami, których twórczość rozpatrywała, bo protokołów przesłuchań to nawet nie śmiałbym się spodziewać. Kolejna sprawa, to nie ma czegoś takiego, jak wniosek o uzasadnienie zarzutu. I ja takiego wniosku nie złożyłem. Złożyłem natomiast takowe żądanie, które jest zupełnie czymś innym, niż wniosek i jest właśnie prawem osoby, której przedstawiono zarzuty. A prawo osoby, której przedstawiono zarzuty to nic innego, jak obowiązek osoby, która te zarzuty wydała. Nie sposób więc rozpoznać ciąg logiczny, na podstawie którego prokurator twierdzi, że niedoręczenie uzasadnienia w ustawowym terminie nie stanowi naruszenia obowiązków. Owszem, prowadzący postępowanie miał obowiązek doręczyć mi uzasadnienie zarzutu w ustawowym czternastodniowym terminie i tego obowiązku nie dopełnił. Fakt, że żądanie zgłosiłem w innej miejscowości, bo tam akurat byłem przesłuchiwany (na co ja nie miałem wpływu, a Z. Michałek owszem) nie zwalnia go z obowiązku wykonania tej czynności w wyznaczonym terminie. Kpk przewiduje możliwość przesłuchania w innej jednostce, a niedotrzymania terminu nie dopuszcza. Znaczy to, że 14 dni to termin wystarczający. Tym bardziej, że moje żądanie można było przesłać faxem, e-mailem, czy nawet przekazać telefonicznie jeszcze tego samego dnia. Po co? A no po to, aby doręczyć uzasadnienie w terminie nałożonym przez ustawę.




Nadmieniam, że nie chodzi tu tylko o samo kilkudniowe przekroczenie terminu. Owszem, w sytuacji, w jakiej mnie postawiono, każdy dzień był dla mnie ważny, ale nie robiłbym afery i nie składałbym zawiadomienia gdyby było to jedyne nadużycie. Chodziło tu o całkowite lekceważenie prawa procesowego, którego akurat ten wątek był wyrazem może niezbyt ważnym, ale niepozostawiającym pola do interpretacji. Bo 14 dni nie da się zinterpretować inaczej, jak 14 dni. Ale okazało się, że według prokurator jest to termin „instrukcyjny” i jak policjant zechce, to się do niego dostosuje, a jak nie zechce, to nie i nic mu za to nie grozi.

Również niezasadny jest zarzut kwestionujący zasadność wydania postanowienia z dnia 15.07.2010r. o uznaniu za dowód rzeczowy w sprawie 2 Ds 230/10 Prokuratury Rejonowej w Raciborzu komputera zatrzymanego w dniu 23.06.2010r. Na wydanie tego postanowienia zażalenie złożył już wszak Tomasz Pieńkowski, które zostało rozpoznane przez prokuratora nadzorującego w postanowieniu z dnia 05.08.2010r. na podstawie art. 465§1 i 3 kpk (utrzymującą w mocy wydane postanowienie z dnia 15.07.2010r.) Brak zatem podstaw, aby w kolejnym postępowaniu oceniać legalność i zasadność tej decyzji, raz już zbadanej.

Fakt, że mogłem także zarzucić prokuratorowi bezprawne zatwierdzenie przedmiotowego postanowienia, ale tego nie zrobiłem. Tylko że ten mógł (przynajmniej teoretycznie) nie znać intencji referenta postępowania przy wydaniu tego postanowienia, a to właśnie te powinny zostać zbadane. Komputer oprócz tego, że stanowi czyjąś własność, to jest także narzędziem pracy, nośnikiem informacji (w tym także ściśle prywatnych) i narzędziem potrzebnym aktualnie praktycznie w każdej dziedzinie życia. Może zostać zatrzymany i uznany za dowód w sprawie jeśli faktycznie ma coś do niej wnieść. Ma coś udowodnić. Z informacji, które wówczas były w postępowaniu nie wynikało nic, co wskazywałoby na to, że w komputerze mojej żony miałoby znajdować się coś przydatnego w przedmiotowym dochodzeniu. Tym bardziej, że do dnia dzisiejszego nie zażądano ode mnie wydania mojego komputera, tylko (niezgodnie z postanowieniem prokuratora) zabrano mojej żonie jej komputer. Pikanterii dodaje fakt, że postanowienie o uznaniu go za dowód w sprawie wydane zostało ponad 3 tygodnie po jego zatrzymaniu. Należało więc wyjaśnić, co się z nim działo w tym czasie i jaki był jego status prawny. Mając taki ogląd całej sprawy, jaki mam teraz (a jakiego nie miałem w dniu otrzymania postanowienia o uznaniu tego komputera za dowód w sprawie) wnioskuję, że najprawdopodobniej Z. Michałek chciał po prostu zobaczyć, co moja żona ma w komputerze i być może liczył na znalezienie jakiegoś haka na mnie lub na moją żonę. Nie dopuszczam natomiast możliwości, że celem tego postanowienia było zebranie dowodów do sprawy. Tym bardziej, że w tym czasie nie dokonano jeszcze przeszukania w miejscu popełnienia przestępstwa (mieszkanie Piotra B.). Zakładając, iż faktycznie ja miałem coś ze sprawą wspólnego, musiał liczyć się z tym, że znając oficjalne zamiary pozyskania dowodów, musiałbym skontaktować się z Piotrem B. i dążyć do ich ukrycia. Akurat w komputerze mojej małżonki było niewielkie prawdopodobieństwo znalezienia czegokolwiek w tej sprawie przydatnego.




Możliwe też, że uznanie tego komputera za dowód w sprawie (i tym samym wysłanie go do badan przez biegłego) było podyktowane chęcią załatwienia biegłemu zlecenia, aby sobie chłopak zarobił. Biorąc pod uwagę opisaną wcześniej fałszywą opinię biegłego taki wariant jest również wysoce prawdopodobny.

Ale Pani Prokurator nie uznała za zasadne badać już zbadanej zasadności i legalności przedmiotowego postanowienia.

Kwestionowane przez zawiadamiającego zachowania czy też zaniechania wskazywanego funkcjonariusza policji, nie naruszyły znamion wskazywanych przez Tomasza Pieńkowskiego przepisów ustawy karnej, ani żadnych innych, a wydane postanowienia były wydawane na podstawie przepisów ustawy i procedury karnej i w ramach przysługujących uprawnień i obowiązków.

Inaczej – bardzo dobrze. Rób tak dalej. Należało mu się. Szkoda jednak, że prokurator nie ustosunkowała się do podniesionego przeze mnie faktu, iż w zarzucie został pominięty wątek nawoływania do zabijania funkcjonariuszy Służby Ochrony Metra, w której wówczas pracowałem, choć wszystkie pozostałe formacje, o których była mowa we wpisach, których autorstwo mi zarzucono, zostały wymienione. Zarzut nigdy nie został uzupełniony ani sprostowany, co wypadałoby wyjaśnić. Szkoda, bo chciałbym wiedzieć, jak taką twórczość Pani Prokurator by uzasadniła.




Zarzuty wobec prok. Darmochwala

Odnośnie zarzutów stawianych przez zawiadamiającego prokuratorowi Prokuratury Rejonowej w Raciborzu Marcinowi Darmochwał w związku z nadzorowaniem przez niego dochodzenia 2 Ds 230/10, to wskazać należy, że również zastrzeżenia go dotyczące są jedynie subiektywną oceną związaną ze znalezieniem się w sytuacji procesowej jako osoba podejrzana, z czym się nie zgadzał.

Na początek – we wspomnianej sytuacji procesowej to ja się nie znalazłem. Ja zostałem w niej postawiony. Ani ja nie miałem na to wpływu, ani nie była ona wynikiem okoliczności zewnętrznych. Była to sytuacja, w której konkretne osoby mnie postawiły przygotowawszy ją wcześniej dokładnie. Co natomiast dotyczy mojej subiektywnej oceny, to jest ona zupełnie inna, niż przedstawione w zawiadomieniu fakty. W zawiadomieniu nie wyraziłem swojej opinii, tylko przedstawiłem fakty i podałem przepisy, które je penalizują. Ocenę natomiast pozostawiłem dla siebie, gdyż podając ją w zawiadomieniu mógłbym się narazić na odpowiedzialność karną.

Podana wyżej ocena czynności funkcjonariusza policji nie prowadzi do wniosku aby doszło do naruszenia jakichkolwiek praw Tomasza Pieńkowskiego i jego żony na które miałby zareagować prokurator, a czego nie uczynił.

Ok. Tylko że to jest ocena tych czynności. Fakty natomiast są zupełnie inne. Rozpatrywanie tej sprawy powinno opierać się przede wszystkim na faktach.

Odnośnie zarzutów stawianych prokuratorowi dotyczących braku rozpoznania zażalenia na czynności funkcjonariuszy policji z Komisariatu Policji w … [moja miejscowość – autor], a przekazaniu sprawy sądowi, to wskazać należy iż kwestionowane zażalenie Sąd Rejonowy w Raciborzu przyjął do rozpoznania i postanowieniem z dnia 16.07.2010r. II Kp 257/10 utrzymał w mocy postanowienie prokuratora. Skoro zatem Sąd uznał się za właściwym rzeczowo do rozpoznania zażalenia, to stwierdzić należy, że tak odczytał owo zażalenie, a zatem tak samo, jak prokurator do którego ono wpłynęło. Skoro skarżący po czasie stwierdza że przedmiotem jego skargi była zupełnie inna czynność, to jedynie skomentować należy że winien był konstruować swoje zażalenia w czytelniejszy sposób tak, aby organ do którego takie zażalenie trafia mógł jednoznacznie odszyfrować sens pisma i poznać rzeczywiste zamiary skarżącego.

W piśmie, o którym mowa ani razu nie padło słowo „zażalenie”. Ani razu też nie podważyłem legalności wydanego postanowienia prokuratora o żądaniu wydania rzeczy. Nie wiedziałem jeszcze, że było ono fałszywie uzasadnione. W jednym punkcie co prawda napisałem, że wobec tak mało mówiących poszlak uzasadnionym byłby wniosek o jego uchylenie, ale zaraz dodałem, że ja takiego wniosku nie składam. Złożyłem natomiast skargę na czynności wykonane przez Policję i wniosłem o wszczęcie postępowania w tej sprawie i ściganie sprawców. Wniosłem także o ściganie innych osób, przez które według mojej ówczesnej wiedzy zostałem w tę sprawę wrobiony. Czy dało się to formułować czytelniej? Być może. Ale nie dało się tego zrozumieć inaczej, jak pismo, które rozpoznać ma obowiązek prokurator, do którego z resztą zostało zaadresowane. Ale to nie był ostatni raz, kiedy to postanowienie sądu (utrzymujące w mocy postanowienie prokuratora o żądaniu wydania rzeczy) umyło ręce prokuratorowi za to fałszywie uzasadnione postanowienie. Jednak o tym w kolejnych odcinkach.



Odnośnie zastrzeżeń co do niewyłączenia przez prokuratora od prowadzenia dochodzenia st. asp. Z. Michałek pomimo uznania przez Tomasza Pieńkowskiego iż istnieją okoliczności uzasadniające jego wyłączenie, a uznanie iż jest on bezstronny, to ów zarzut stanowi jedynie polemikę ze stanowiskiem prokuratora zawartym w postanowieniu z dnia 13.09.2010r. Prokurator odniósł się w tym postanowieniu do wniosku podejrzanego i go nie uwzględnił czyniąc to na podstawie przysługujących mu uprawnień. Zatem jego stanowisko niepodzielające wniosku o wyłączenie funkcjonariusza policji od prowadzenia postępowania nie stanowi przekroczenia przysługujących mu uprawnień, albowiem działał on w granicach prawa, przy czym kwestia wyłączenia bądź nie funkcjonariusza policji prowadzącego postępowanie jest decyzją uznaniową, gdzie przesłanki mające stanowić podstawę wyłączenia są ocenne.

I to jest typowe odwracanie kota ogonem. Prawdą jest, że prok. Darmochwal nie podzielił podniesionych przeze mnie zarzutów wobec referenta postępowania. Nie twierdzę w tym momencie, że nie miał takiego prawa, choć skoro prokurator w uzasadnieniu swojej decyzji polemizuje z faktami, to wymaga to wyjaśnienia. Jednak prokurator nie stwierdził, że jest on bezstronny. Stwierdził wręcz, że nie zachodzą okoliczności skutkujące stwierdzeniem bezstronności prowadzącego postępowanie, a w takiej sytuacji na wniosek strony wyłączenie go jest obligatoryjne. Tak się jednak nie stało i stanowi to niedopełnienie obowiązków prokuratora.

Kwestionowane przez zawiadamiającego zachowania czy też zaniechania wskazywanego prokuratora, nie naruszyły znamion wskazywanych przez Tomasza Pieńkowskiego przepisów ustawy karnej, ani żadnych innych, wydane postanowienia były wydawane na podstawie przepisów procedury karnej i w ramach przysługujących uprawnień i obowiązków.

Niestety Pani Prokurator nie była łaskawa ustosunkować się do zarzutu fałszywego uzasadnienia postanowienia o żądaniu wydania rzeczy. A szkoda, bo wobec tych wszystkich rewelacji, chciałbym wiedzieć, jak zostałoby to wytłumaczone. Samo ogólne stwierdzenie, że postanowienia były wydawane na podstawie przepisów i w ramach przysługujących uprawnień i obowiązków w tym przypadku nie wystarcza aby sprawę wyjaśnić.




Zarzuty wobec policjantów z komisariatu w mojej miejscowości

Co do rzekomego niedopełnienia obowiązków służbowych przez funkcjonariuszy policji z Komisariatu Policji w … [moja miejscowość – autor] w dniu 23.06.2010r. w związku z realizacją postanowienia prokuratora Prokuratury Rejonowej w Raciborzu z dnia 09.06.2010r. o żądaniu wydania rzeczy, wydanego w toku dochodzenia 2 Ds. 230/10, poprzez realizację postanowienia pomimo nieobecności adresata Tomasza Pieńkowskiego, a zatrzymaniu rzeczy wydanej przez jego żonę, to uznać należy realizacja czynności nie przekroczyła przysługujących funkcjonariuszom uprawnień. Dysponując postanowieniem prokuratora, funkcjonariusze zawezwali osobę (jak się okazało żonę Tomasza Pieńkowskiego) zamieszkującą pod wskazanym w postanowieniu z dnia 09.06.2010r. adresem, do wydania opisanych w postanowieniu rzeczy, stosownie do treści art. 217§2 kpk i rzecz ta (komputer Toschiba) został wydany dobrowolnie. Wbrew stanowisku zawiadamiającego który przedstawił własną interpretację jak czynności winna była przebiegać, żądanie wydania i zatrzymanie rzeczy nastąpiło prawidłowo, zgodnie z zapisami postanowienia prokuratora. Nie doszło do przekroczenia uprawnień służbowych czy też niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy policji.

Znów odwracanie kota ogonem. Przede wszystkim czynność zlecona postanowieniem prokuratora nigdy nie została wykonana. Prokurator zlecił policjantom zażądanie ode mnie dobrowolnego wydania rzeczy, a w przypadku odmowy (a nie w przypadku mojej nieobecności) dokonanie przeszukania. Skierowanie żądania wydania rzeczy do mojej małżonki nie było skierowaniem takiego żądania do mnie, a więc nie miało umocowania w okazanym postanowieniu. Prokurator w swoim postanowieniu określił imiennie osobę, od której należy zażądać wydania rzeczy, a nie wspomniał nic o tym, że chodzi o osobę zamieszkującą pod wskazanym adresem. Nieuzasadnione było więc kierowanie się adresem zamieszkania kiedy chodziło o konkretną osobę, którą nie była moja żona. Ponadto samo okazanie małżonce tego postanowienia naruszało art. 128§2 kpk, bo moja małżonka nie była jego adresatem, a więc nie była osobą uprawnioną do zapoznania się z jego treścią. Również wspomniana dobrowolność wydania rzeczy przez małżonkę jest słabym argumentem w sytuacji, kiedy zagrożono jej, że jeśli komputera nie wyda, dokonają przeszukania i odbiorą go przymusowo. Takie rzeczy policjanci mogą wykonać w przypadku dokonania przeszukania, a takowe prokurator w swoim postanowieniu uzależnił przeszukanie od mojej odmowy dobrowolnego wydania rzeczy, która to odmowa nie miała miejsca. Moja żona nie jest mną i nie była imiennie wskazanym adresatem żądania. Idąc tym tokiem rozumowania następnym razem, kiedy policjanci dostaną decyzję o zatrzymaniu mnie (a nie mam wątpliwości, że proces prześladowania będzie kontynuowany i pewnie następny zarzut będzie poważniejszy, co może skutkować decyzją o zatrzymaniu), zatrzymają moje dziecko, bo mnie akurat w domu może nie być, a dziecko zamieszkuje pod tym samym adresem. No nie. Ja nie przechodzę do porządku dziennego nad faktem, że organy represji mając jakieś interesy do mnie wciągają w to moją rodzinę i się na to nie godzę.




W takim stanie rzeczy owo postanowienie o odmowie wszczęcia śledztwa musiało zostać zaskarżone. I tak też się stało.

 

c.d.n.

Comments

comments